Laura – nowy najemnik

Nadchodzi Laura, gotowa szabrowania i strzelania! Po długiej podróży wyszła spomiędzy ruin by dołączyć do Twojej bandy!

Nowy model jest dostępny w naszym sklepie, a poniżej zamieszczamy informacje o zwycięzcach konkursu na Historię Laury.

Otrzymaliśmy od Was wiele zgłoszeń, spośród których wybraliśmy trzy, które wspólnie tworzą legendę Laury. Tak, miło nam ogłosić, że w konkursie jest trzech zwycięzców, którzy otrzymają od nas model Laury. Są nimi: Grzegorz Gajek, Maul Hewish oraz Jakub Rutkowski.
Gratulujemy!
Wybrane historie o Laurze znajdziecie poniżej.
 Historia LauryGrzegorz Gajek

Powiadają, że dawno temu, nie w erze przed Wybuchem tylko jeszcze dawniej, nie było ras. Krasnoludy, elfy i ludzie stanowili jedno plemię i żyli w pokoju. Dobrobyt zapewniała im maszyna zwana Silnikiem Przemian, o którą wspólnie dbali i pilnowali, aby nigdy nie przestała działać. Jednak pewnego dnia pokój został zerwany. Silnik stanął i zaczęły się wojny, które ostatecznie doprowadziły świat do zagłady. A przynajmniej tak twierdził ojciec Laury.

Nazywali go Świątobliwym, ponieważ był kiedyś delaryjskim kapłanem. Odrzucił jednak wiarę w Jedynego i wraz ze swą ukochaną, elfką Nael’lynn założył na pustkowiu osadę zwaną Ucieczką Krona. Gromadzili się tam wyrzutkowie z Delarii, Miast Kuźni i krain należących do elfów. Łączyła ich wiara, że części Silnika Przemian przetrwały, a świętą maszynę można jeszcze odbudować. W tym celu przeszukiwali opustoszałe miasta i ośrodki przemysłowe, gromadzili wiedzę i technologię. A najgorliwszym ze wszystkich poszukiwaczy była młodziutka Laura, córka Świątobliwego i Nael’lynn.

W wieku dziesięciu lat dziewczynka była już nadludzko szybka i zwinna. Miała też coś, co inni mieszkańcy Ucieczki Krona nazywali „nosem do Silnika”. Instynktownie wyczuwała, gdzie szukać, by znaleźć najcenniejsze urządzenia sprzed Wybuchu.

Niestety zgromadzonej wokół Świątobliwego wspólnocie nie było dane zbyt długo żyć w pokoju. Jej heretyckie idee były drzazgą w oku Delaryjskiej Inkwizycji, która przez lata próbowała odnaleźć Ucieczkę Krona. W końcu się udało. Osada została zniszczona, jednak inkwizytor Yan Vaas, który przewodził atakowi, oszczędził Świątobliwego i jego rodzinę ze względu na przyjaźń, jaka łączyła go z byłym kapłanem w młodzieńczych latach. Postawił tylko jeden warunek: poszukiwania Silnika Przemian musiały ustać.

Na jakiś czas Świątobliwy posłuchał, ulegając naleganiom swej dorastającej córki. Ale po kilku latach znów zaczął gromadzić poszukiwaczy. I historia się powtórzyła, tylko że tym razem Vaas, dotkliwie ukarany, gdy jego uprzednia pobłażliwość wyszła na jaw, nie okazał litości. Wszyscy zostali zabici.

Wszyscy poza Laurą, którą dzień wcześniej zawiódł jej bezbłędny dotąd instynkt. Zgubiła drogę w prastarym kompleksie podziemnych fabryk, a gdy wreszcie udało jej się wrócić do osady, zastała tylko zgliszcza i na wpół spalone zwłoki ojca, rozkrzyżowane na rusztowaniu. Przeklęła wtedy Silnik Przemian i przyrzekła sama sobie, że nigdy już nie będzie go poszukiwać. Od tego dnia jej niezwykłe talenty miały stać się towarem, który sprzedawała temu, kto zapłaci najwięcej.

Story of Laura – Maul Hewish

A pistol shot shattered the bitumen just shy of Chaplain Tarsk’s boot.

He stopped dead. The crunch of his squad’s footsteps behind him ceased. They were eight strong; eight of the Apostle’s most blessed soldiers.

A quiet fell on the warband. Tarsk listened. The palpable silence was broken only by the cawing of scavenger birds, and the wind howling through the twisted metal carcasses of gutted cars.

They had marched confidently down the centre of the road, certain that this route was deserted. The scouts had reported it deserted. What then, was this?

Tarsk scanned the looming concrete shells of bomb-blasted apartments. So many windows – impossible to tell where the shot had come from…

A voice echoed from somewhere up above, bouncing between the buildings – obscuring its source.

“Your rations and ammunition for your lives.”

Infuriated, cursing his scouts for their lack of diligence, Tarsk roared a command to his men.

“To ground! Behind the wreckage!”

The infantrymen – eight strong – scrambled for cover behind the line of wrecked vehicles, reduced to rusted hulks of scrap. Tarsk heard them panting as he ran alongside them, each breath a muffled rasp through their respective filters.

Tarsk glanced at his men – seven strong.

One had dropped in the street.

One more martyr for the glory of God on high.

But there would be no more sacrifices if Tarsk could help it – their Apostle St Artemis was counting on them. The scouts had reported medical supples too numerous to carry in an almost untouched clinic. The only catch was that it was in the thick of a sector designated Dust Quarantine. It was an extremely dangerous mission, but also extremely necessary.

Their infirmary was running dangerously low; it needed replenishment.

The clinic was only four blocks further along; not long now.

“Stay low – on my position! Follow me, single file!” Tarsk barked the order and it was sent down the line. They followed his lead as he scurried along through the gutter, riding the edge of the road, under the cover of the wrecks.

From within an alley, a flurry of movement.

Tarsk barely had time to draw breath to bark another order. The lithe, leather-cloaked blur sped from between two shattered apartments and fired. The first shot connected with his assault rifle – the prized possession of their Church, held in the sacred war shrine, amongst the blessed tools of God’s will.

It exploded in his hand, cracked down the barrel and crumpled to the pavement as shrapnel. A shard of sizzling hot metal kicked back from the blast and slid into Tarsk’s cheek. The second shot connected with the man directly behind Tarsk, dropping him to the pavement with a muffled howl of agony.

The cloaked blur was upon them.

It was lithe, tall, and hatefully elven in stature. Yet this was not Naiym ’Vael. This was something worse.
Tarsk had heard the rumours.

A bladed pistol was pressed to his throat, as he was spun about and held between their captor and the remainder of their troop; a meat-shield. His seven remaining soldiers trained their weapons on him, trying to get a clean shot at the one whom had taken him hostage.

One bladed pistol was pressed to his throat, while another was extended over his shoulder, covering the troop to make sure they knew who was in control.

“Stand down men! Stand down!”

They silently obeyed, lowering their weapons ever so slightly.

“I know who you are.” Tarsk sneered through the blood filling his mouth.

“I have heard the rumours! You’re the Halfling that not even your own people wanted! The abomination among abominations!”

A gunshot rang out across his shoulder. Killing another soldier. They stumbled back, glancing uncertainly amongst themselves.

“Your ammunition, and your rations for your lives.”

She whispered it softly into his ear. The unspoken promise of death hid behind her every word.

Tarsk ignored her unspoken threat.

“Are the other rumours true Halfling? That your own father cast you out into the wastes!”

Another soldier was shot dead.

“You have one final chance. I won’t offer again. They paid me to end you. But if your offer is higher…”

The realization dawned on him. She wasn’t alone.

The bloodied smirk melted off of his face.

“What other stories did you hear?” She whispered.

“Did you hear the one about the raider who killed every mutant in the eastern Wastes? Or maybe you heard the ridiculous story about the blind elf who hunts for strays at night?”

Blood was filling Tarsk’s mouth.

“Do we have a deal?”

Cursing under his breath, Tarsk found himself nodding.

The blade was removed from his throat. She surged forwards, mounting the bonnet of a crumpled car.

It was over in the next ten seconds. The twin pistols fired off a hail of lead. She knew exactly which windows to aim for, shooting down unseen figures in the apartment windows. Screams. Explosions of blood jetted from the shadows.

The loathsome Halfling slid her spent magazines free and reloaded in a gliding, graceful motion. Those smoking silver barrels trained on Tarsk.

“Payment. Now.”

Stunned, Tarsk nodded to his men to follow her instructions, she smiled. Her hood fell back showing blind white eyes. Whatever Elven blasphemy guided this ruthless wraith through the world – it was beyond God’s light.

 

Historia Laury – Jakub Rutkowski

Protokół przesłuchania #80085
Akta : Porażka 2 Drużyny na FW
Prowadzący : Inkwizytor Nerano Stern
Przesłuchiwany : Szeregowy Delian Kenner
Zapis głosowy od 12:34 do 15:55

###
…Straty w oddziale były duże. Ponad trzecia część drużyny padła trupem w jednej chwili. Kapelan zarządził ustawienie się w szyku obronnym… I wtedy ją zobaczylismy. Na początku sądziliśmy, że walczymy z dobrze przygotowanym oddziałem plugawych elfów….*TU WYRAŹNIE SŁYCHAĆ ZAŁAMANIE SIĘ GŁOSU PRZESŁUCHIWANEGO* Kiedy jednak wyszła do nas spokojnym krokiem a z luf obu jej pistoletów ulatniał się dym, wiedzieliśmy, że to było jej dzieło. Nawet nasz Kapelan zdębiał… Robert wystrzelił jako pierwszy a my zaraz po nim…Na Jedynego. Ona szła do nas przez deszcz ołowiu. Odrzuciła pistolety i chwyciła maczety…I wtedy *ODGŁOSY PŁACZU* Wbiegła między nas rąbiąc i tnąc a każdy jej cios znaczyła śmierć…*TON GŁOSU NIEZNACZNIE SIĘ USPOKAJA*Kiedy w moim karabinie skończyła się amunicja, sięgnąłem odruchowo po przydziałowy pistolet. Nie zwracała na mnie uwagi, była raptem 5 metrów ode mnie odsłonięta i podatna na strzał. Nacisnąłem spust i…nic się nie stało. Pistolet był zapiaszczony. Widziałem jak Kapelan….*POCIĄGNIĘCIA NOSEM* Błagał ją na kolanach o litość…Jej ręka nie zatrzymała się…Głowa Kapelana stoczyła mu się z ramion…Odwróciła się do mnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i czułem się tak, jakbym był otwartą księgą. „Opowiesz mu wszystko co tu widziałeś. On ruszy za mną do Rdzawej Łąki.” Uciekłem…Oni umarli…ja uciekłem…Nie oglądałem się za siebie…Ale wiedziałem, że na mnie patrzyła…i śmiała się.
###

Werdykt Inkwizytorski:
Kara Stosu
Uzasadnienie : Dezercja i kłamstwo wobec Inkwizytora. Słudzy Jedynego nie błagają o litość.
Stopień Tajności : CHRONIĆ WIECZNIE
Uzasadnienie : Umysły miałkich trzeba chronić przed taką herezją.

 

Bezimienny Szabrownik
Opowieść zasłyszana w kantynie w RADomiu

„Babka jest po prostu niesamowita. Mój kumpel kiedyś z nią współpracował przy przeszukiwaniu ruin jakiejś zapadłej wsi…Jakiej? Chyba była to wieś Shvidnikh, ale głowy za to nie dam. Wracając do tematu. Kiedyś mocno wydymał nas na kasę jeden z handlarzy, było nas raptem trzech a jego banda liczyła tak ze 12 chłopa w tym wielkiego koksa bawiącego się piłą mechaniczną. Odpuściliśmy i zgodzilismy się na nieprzychylną dla nas ofertę tego skurwiela. Kiedy wyszliśmy za wydmy, wyszła do nas Laura. Jak na nazwisko? A skąd mam kurwa wiedzieć? Nie pytałem. Niech będzie, że nazywała się Kroft…Laura Kroft. Co to ma zresztą za znaczenie? Więc. Wychodzi nam naprzeciw i mówi „Zaoferuję ci pomoc, a ty zapłacisz mi w wodzie z jednej z twoich skrytek pod RADomiem”. Zamurowało mnie. „A teraz padnij” mówi i kładzie się szybko na glebę. Nie wiem czemu zrobiłem to co mi kazała i po chwili usłyszeliśmy świst kul bandy tego handlarza nad naszymi głowami. Najwidoczniej chcieli zabrać nam to, czym nam zapłacili jakby jedno dymańsko nie wystarczyło…Odpędziliśmy ich. Właściwie to ona odpędziła. Unikała kul, jakby potrafiła przewidzieć kiedy przetną powietrze. Strzelała nie celując a jak doszło do walki z gladiatorem to zwyczajnie ujebała mu łapy…przy łokciach…Zanim ten wyprowadził cios, jej już dawno nie było w miejscu, gdzie spadała ta jego piła. Spieprzali w podskokach. Piękny widok…Równie piękny co jej tyłek”

 

Gunnar Kraftberg
Zbrojmistrz Miasta Kuźni Zahara

„Kiedyś mój przełożony ją wynajął i powiem szczerze, że nie zawiedliśmy się na jej usługach. Wiele nie chciała w zamian za swój talent mordowania. Z tego co pamiętam to po wykonaniu roboty wzięła trochę prowiantu oraz zarządała jakichś raportów odnośnie jakiegoś Delaryjczyka. Nie interesowałem się tym zbytnio. Mistrz Kuźni był zadowolony z jej pomocy do tego stopnia, że postanowił ją dodatkowo nagrodzić naszą technologią wbrew sprzeciwom kolegiaty. Nie wiem co takiego zrobiła, ale słyszałem plotki jakoby ocaliła kogoś kto badał przyczynę śmiertelności naszych dzieci przed zamachem na dolnym poziomie. Odesłali ją więc do mnie abym przedstawił jej wszystko co miałem na składzie. Po krótkim czasie wyszła z parą zmodyfikowanych pistoletów taktycznych mojego osobistego autorstwa. Kazała sobie do nich przyczepić ostrza na wzór przedwojennych bagnetów. Zapytałem ją po co. Ona odrzekła, że kiedy ją zabiją to będzie miała czym zabrać ze sobą swojego zabójcę. Wzruszyłem ramionami. Kobiety jej pokroju lubią ostre przedmioty. Do tego zażyczyła sobie dwóch maczet z najlepszej stali jaką posiadałem. Zrobiłem co mogłem chociaż wielokronie potem zwracałem się do Mistrza Kuźni z pretensjami, że nie kuję broni dla najemników bez względu na ich pomoc jak wielka by ona nie była.

 

Kais D’Nambra – Dziedzic Starszej Krwi
Osobiste zapiski znalezione w porzuconej kryjówce jego oddziału.
Fragment 14

„… Czym jest to co nazywamy Strumieniem? Słowo to w naszym szlachetnym języku oznacza zarówno życiodajne źródło wody, ale też nieodwracalny ciąg zdarzeń. Coś co się wydarzy i nie mamy na to wpływu. Tylko nieliczni potrafili działać wbrew Strumieniowi. Wydzierać mu jego sekrety wolą. Wybiegać wzrokiem w to, co nieuniknione i nieuczynione.
Wędrówka po Strumieniu. Niewielu przedstawicieli Starszej Krwi potrafiło opanować tę sztukę. Ci którzy potrafili dawno odeszli jeszcze przed narodzinami naszych ojców. Tym bardziej boli mnie, że tak łatwo przychodzi ona tej plugawej półelfce. Na wszystkich bogów, którzy byli czczeni i nowych nienadeszłych. Los zakpił sobie z naszego Dziedzictwa obdarzając jednym z najwspanialszych darów istotę ich niegodną. Grzechu jej matki nie wybaczy nikt. Grzechów jej ojca nikt nie zliczy. Możemy się nią wysługiwać, ale nigdy jej do siebie nie przyjmiemy. Żaden z moich wojowników jej nie tknie i nie obdarzy potomstwem. W jej rysach jest skaza ludzkiej obrzydliwości. Jej darowi jest sądzone zaginąć i osobiście wytropię każdego, który wystąpi wbrew moim zakazom…”

 

ROZKAZ MACIERZY

Organik znany jako LAURA musi zostać wcielony do MACIERZY. Ciało organika skrywa potencjał. Potencjał musi być wykorzystany do celów Macierzy. Podbój musi trwać. Podbój jest jedynym aksjomatem. Podbój jest jedynym końcem. Horda musi się rozrastać. Umiejętność przewidywania ruchów Organików uznana za bezcenną przez Macierz. Organik musi się stać częścią Hordy. Macierz chce przerabiać mięso. Mięso musi być silne. Organik zwany jako LAURA jest silnym mięsem. Zasymilować. Wcielić. Rozmnażać. Ulepszyć maszyną. Doskonalić się kosztem Organików.
Spełnić wolę Macierzy.

 

Babcia Linka
Rdzawe Łąki

„Była tutaj niedawno. Pomagała mi zrobić zapasy na zbliżającą się zimę. Miła dziewczyna, choć źle jej z oczy patrzy. Takie ninaturalne…nieludzkie…ale ciepłe i przyjazne. Nie jest jednak tajemnicą, że jest zabójczynią. Cóż począć? Takie czasy. Czasem mnie tu odwiedza. Lubię słuchać jej opowieści, chociaż widać, że są zmyślone. Według jednej z nich ma grubo ponad 40 lat więcej ode mnie chociaż wygląda jak moja córcia. Niech Ojciec Piasków ma ją w swojej opiece.
Mówicie, że jak się nazywacie przybyszu? Nerano? Ładne imię. Mój ojciec miał Nataniel. Odpowiedź na twoje pytanie brzmi „Tak”. Wiem gdzie ją znajdziesz. Jest tam na wzgórzu i celuje ci w głowę. Wiedziała, że przyjdziesz, bo jak to ona powiedziała?…”Chcesz zatrzeć ślady swojego grzechu lubieżności”..cokolwiek miała na myśli. Rzekła mi również to, kim naprawdę jesteś. Drżą ci chłopcze kolanka?…Och nie błagaj o litość. Ponoć słudzy Jedynego tego nie czynią Inkwizytorze.